Ile (do cholery) kosztuje podróż do Australii? .. i czy naprawdę warto się tak spinać?

182356_10151610461430909_2106745803_n

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego takie informacje jest tak ciężko znaleźć w necie. To normalne, że osoby, które wybierają się do Australii chcą znać koszty, jakie przyjdzie im ponieść. To też bardzo normalne w kontekście tego, że tak ogromny odsetek deklaruje, że ich marzeniem jest.. podróż do Australii ;) Ja sama przekopałam pół Internetu i w pewnym momencie doszło do tego, żeby chcąc dojść do obliczenia kosztów wyżywienia (mocno obciążających, nawet jeżeli je się mało), wchodziłam na „gazetki” miejscowych sklepów i sprawdzałam, co potencjalnie mogę zechcieć tam zejść.. ;) Śmieję się, to jasne, ale nie oszukujmy się – zdecydowana większość z nas musi porządnie przygotować zaplecze finansowe przed wyjazdem i słabo by było, gdyby na miejscu okazało się, że to zaplecze jest wciąż za małe !

Dobra, no to co? z grubej rury? :)

Bilet lotniczy: uuu, obciąża on portfele, obciąża.. i spokojnie może pożreć nawet 30-40% założonych wydatków. Ile to w praktyce? Warto się gimnastykować i naprawdę wcześniej ( na ok. pół roku przed wylotem) rezerwować bilety, choć pomimo to, faktów nie oszukamy. Jeżeli uda Wam się kupić bilet w okolicach 5 000,00 zł to mieścicie się w standardzie. Jeżeli choćby trochę poniżej – jest naprawdę dobrze. Jeżeli zdecydowanie więcej – wybraliście zły termin, albo staraliście się za mało. Co ciekawe, my nasze bilety zarezerwowaliśmy ok. 6 miesięcy przed wylotem, ale życie jak to życie lubi płatać figle i na parę dni przed wylotem musieliśmy zmienić termin. Nie było nam do śmiechu, szczególnie, że w Emiaratach każda zmiana to koszt ok. 8 stów. Tym razem jednak los nas oszczędził i finalnie pomimo 1600 zł, które musieliśmy zapłacić za zmianę, pomimo dodatkowego lotu do Nowej Zelandii, zapłaciliśmy.. ponad 1000 zł mniej, niż przy pierwotnym planie. To wszystko za sprawą wejścia Emirates na polski rynek, które z tej okazji oferowały bilety lotnicze po zabójczych cenach. Gdybyśmy nie musieli uiścić opłaty za zmianę biletu, to moglibyśmy zapłacić nawet 3 tysiące. Gdybyśmy nie zadecydowali zawitać też do Nowej Zelandii, byłoby to zapewne jeszcze troszkę mniej. ZATEM, WNIOSEK: warto mieć oczy i uszy otwarte, a przed podjęciem decyzji o konkretnej dacie wylotu, dostosować się do oferty linii lotniczych.

Wiza: uff, chociaż tu nie jesteśmy obciążeni żadnymi kosztami !! Wiza jest w pełni darmowa i w przypadku pozytywnej decyzji udzielana w maksie do 2 tygodni. Aha ! Mam też przykrą wiadomość do kolekcjonerów wiz i pieczątek w paszporcie – ta wiza jest elektroniczna, zatem w żaden sposób nie mamy po niej śladu w naszej „książeczce”. Dobra wiadomość? Mamy więcej miejsca na inne ;))

Prawo jazdy: Zdecydowanie nie zapomnijcie go wyrobić i zabrać ze sobą ! Jeżeli nawet uda Wam się dogadać z policją, to z wypożyczalnią samochodów na pewno nie i klops. Chyba nie chcielibyście podróżować z grupą chińczyków i zatrzymywać się jedynie na szybkie zdjęcia? ;) No właśnie.. zatem ok. 20 zł oddajecie do urzędu miasta i po ok. tygodniu macie swój pierwszy check point na liście. Jeżeli wyrobiliście już kiedyś międzynarodowe prawo jazdy, to wiedzcie, że ma ograniczoną datę ważności i to wcale nie taką długą. Ciekawostka: będziecie poruszać się z mega oldskulową książką na parę stron, która byłaby dziecinnie prosta do podrobienia, gdybyście mieli taką ochotę. Co dodatkowo ciekawe, okładka, gdzie znajdują się zdecydowanie najważniejsze dane jest.. tylko po polsku :)

Ubezpieczenie: Zdecydowanie warto/trzeba mieć, ale jego koszt zależy już w pełni od Was i Waszych wymagań.

Ogólny zarys kosztów życia: Generalna zasada jest podobna, jak w wielu miastach europejskich. Cyfry i liczby są te same, ale waluta już inna. Zatem tu mamy 3, ale złote, tam mamy 3, ale dolce australijskie. Kurs przeliczenia to ok. 3,3. Widzicie już zatem sami, że .. wszystko jest 3 razy droższe względem tego, co mamy w Polsce. Taka jest generalna zasada, ALE z jakiegoś powodu nie wszystkie produkty się dostosowały i tak na przykład woda 1,5 l zamiast niecałych 2 zł, kosztuje tam ok. 3,5 AUD, czyli dolarów australijskich. To dotyczy mniejszych sklepów w centrum. W tamtejszych Tesco i Carrefour, czyli Coles i Woolworth możecie zrobić większe i tańsze zakupy i naprawdę mocno zaoszczędzić. Natomiast, teraz dla poglądu, jak wyglądają koszty życia warto jest założyć wariant zdecydowanie gorszy, a na miejscu cieszyć się z zaoszczędzonej kasy. ZATEM WNIOSEK: Jeżeli chcecie widzieć, ile w przybliżeniu możecie wydać na miejscu na jedzenie, to zastanówcie się uczciwie, ile wydajecie (w domu, nie restauracjach!) w Polsce i najlepiej przeliczcie sobie to przez 3,3. To powinno dać w miarę dobry obraz wydatków, które musicie założyć. Ciekawostka: alkoholu raczej radziłabym omijać, bo jakby się nie nagimnastykować, to jednak małe, słabe piwko kosztuje ok. 18 zł :) Ciekawostka 2: fani czerwonego mięsa będą zachwyceni, fani drobiu już mniej. Zupełnie przeciwnie do nas, w Australii czerwone mięso jest zdecydowanie tańsze, niż drób ;)) Wrócicie zatem wzbogaceni o dodatkowe krwinki czerwone ;) A ryby? a ryby są najtańsze, najzdrowsze i najlepsze ! ;)

Jedzenie w restauracjach i knajpkach (lub jak w naszym przypadku w przydrożnych „budach”;) ): Nie ukrywam, że w ciągu 2 miesięcy zawitaliśmy może do dwóch-trzech knajpek, gdzie w naszym odczuciu wydaliśmy dużo, bo gdzie jeden posiłek kosztował powyżej 20 dolców. W takich miejscach, jak … hyyym… hehh.. nie wiem, czy w ogóle u nas takie są, ale dajmy na to, że wyglądem przypominające lepsze lokale Pizzy Hut, albo Jeff’s, 20-30 dolarów to norma. To naprawdę dużo, szczególnie, jeżeli spojrzymy w górę i już teraz podliczymy wydatki. My zatem przygotowywaliśmy wszystkie posiłki samemu, a kiedy już faktycznie nie było innej opcji, stołowaliśmy się w budkach w owocami morza. Często nie wyglądały dobrze, a czasami nawet już prawie źle, ale jedzenie zawsze było tanie (ok. 10 AUD za porcję dla dwóch osób, po której nie można się ruszać) i wyśmienite :) Piszę to ja, osoba, która na co dzień omija owoce morza ;) Tam grzechem byłoby nie jeść ich co najmniej raz na kilka dni ;)

Ciekawostka przyrodnicza geograficzna: im dalej miasta, tym taniej? Nic z tego. Jeżeli już naprawdę musieliśmy spać w hotelach, to ceny zdecydowanie bardziej zabijały nas w maleńkich miasteczkach, gdzie nie było absolutnie nikogo, niż w centrum największych miast.

Mieszkanie: Zdecydowanie odradzam hotele, hostele, motele i inne „ele”. Z pełnym przekonaniem polecam szukać mieszkań lub pokoju do wynajęcia na airbnb. Macie tam pełny przekrój w zależności od Waszych preferencji: z netem/bez neta, z kuchnią/bez kuchni, całe mieszkanie/tylko pokój, w centrum/na uboczu, z klimatyzacją/bez klimatyzacji (nie polecam bez !!!). Jeżeli chcecie zatem wiedzieć, ile kosztowałoby Was zakwaterowanie to możecie śmiało wejść na stronę i poszukać czegoś dla siebie. W Australii popularny jest też wynajem apartamentów w hotelach. Wynajmujecie wtedy w pełni wyposażone mieszkanko ze wszystkim, co tylko jest Wam potrzebne. Posiłki przygotowujecie sami. Sami również sprzątacie, chyba, że chcecie mieć full service, jak w hotelu, to możecie wydać kilka stówek więcej.. Polecam jednak nie bałaganić ;) Wynajem takiego apartamentu jest dużo droższy od wynajmu mieszkania, ale najczęściej dużo tańszy od pokoju w hotelu. No cóż, to jest forma dominująca w Australii i stąd taka rozbieżność pomiędzy Europą. Motele są ciut droższe niż wynajmowane mieszkania, ale tańsze niż apartamenty (chociaż występują tylko zamiennie w apartamentami, bo tam, gdzie jest centrum nie ma raczej moteli, a tam gdzie miasta przydrożne nie ma apartamentów). Pokoje w hostelach są droższe niż pokoje wynajmowane choćby na airbnb. Możecie też spać w namiocie albo samochodzie. Wybór należy do Was – najważniejsze to dobrze się bawić ;) Przykładowe koszty za dobę dla większego miasta (porządny standard tj. czysto i już): mieszkanie: ok. 80-100 AUD, apartament: ok. 130-160 AUD, hotel ok. 150 AUD i wzwyż, pokój w hostelu (dla 2 os.) ok. 60 AUD, pokój w hostelu wieloosobowym: ok. 20 AUD, pokój na airbnb: ok. 40 AUD.

Wynajem samochodu: Niektórzy decydują się na zakup samochodu na miejscu, ale nie wiem, jak funkcjonuje ten cały proceder, więc nie wchodzę w szczegóły. Alarmuję natomiast, że taka opcja jest – myślę jednak, że to rozwiązanie jest warte zachodu tylko jeżeli macie czas przejeżdżać długie godziny z punkty a do b mijając za sobą.. kompletnie nic. Dla nas liczyło się, żeby zobaczyć, jak najwięcej i jak najaktywniej, więc podróże między miastami odbywaliśmy samolotami, a na miejscu wynajmowaliśmy samochód. Już sama podróż z Melbourne do Cairns trwałaby 33 godziny bez przerwy. I to w dodatku środkiem Australii, gdzie dzieje się zdecydowanie mniej lub często nic, w przeciwieństwie do wschodniego wybrzeża. Samochód wynajmowaliśmy najczęściej w Budget, bo ceny i obsługa były tam najlepsze (z tą samą siecią mieliśmy za to przejścia w Nowej Zelandii, zatem Budget Budgetowi nierówny). Budget oferował też mniejsze stawki niż wypożyczalnie miejscowe. Dodatkowo, był bardziej elastyczny jeżeli chodzi o terminy i udawało nam się znaleźć tam samochód w dzień wypożyczenia, kiedy inne wypożyczalnie oferowały nam terminy za parę dni. Za samochód klasy Toyota Corolla płaciliśmy ok. 45 AUD za dzień.

Gdzie potrzebny Wam będzie samochód? Na pewno na wszystkie wyprawy poza miasto, Outbeck, Północne Queesland, czyli okolice Cairns.. Wszędzie indziej poradzicie sobie bez.

Samoloty: między znacznie oddalonymi od siebie miastami (czyli wszystkimi) zdecydowanie najszybciej i najtaniej podróżuje się samolotami. W dalszym ciągu jest to jednak duży wydatek. Rezerwując lot znacznie wcześniej, macie szansę na bardzo niskie ceny. Jeżeli chcecie natomiast podróżować bardziej spontanicznie, to złapie Was pewnie ich wyż. My wybraliśmy tę drugą opcję i czasami mocno kwiczeliśmy. Zdecydowanie warto poruszać się odcinkami, aniżeli decydować się na chaotyczne przeloty. W naszym przypadku opłaty za bilety lotnicze wynosiły w przybliżeniu: Melbourne – Sydney ok. 100 AUD/os., Sydney – Cairns ok. 270 AUD/os., Cairns – Brisbane ok. 180 AUD/os. Do takich podróży zdecydowanie polecam Jetstar, alternatywnie z Tiger i Virgin Australia. Niech Was nie zmylą niskie początkowe opłaty, bo potem dojdzie jeszcze opłata za bagaż, miejsce i inne duperele.

Komunikacja miejska: Super droga ! Komunikacja miejsca poruszaliśmy się w Sydney z racji dalej oddalonego od centrum mieszkania i w Melbourne, kiedy ciężko było nam przejść 50 km dziennie ;) Wszędzie indziej poruszaliśmy się samochodami, albo na piechotę. W Sydney tydzień przejazdów w dalszej strefie kosztował ok. 70 AUD/os., w Melbourne system jest raczej skomplikowany, ale wydawaliśmy ok. 10 AUD/os. w 2 dni. Koszty zdecydowanie orientacyjne. Rower to też droga impreza, ok. 10 AUD/os. za 1 dzień.

A na zakończenie nie myślcie, że aby udać się do Australii trzeba być bogaczem lub dzieckiem szczęścia – nie, wystarczy upór, motywacja i porządne oszczędzanie ;) nawet za cenę późniejszego „bidowania” w Polsce ! ;) Czy warto? Zdecydowanie !!! :)

PS. Apelujecie o więcej kangurów, zatem jutro macie tutaj ich całe stado ! ;))

Follow on Bloglovin

Incoming search terms:

  • ile kosztuje bilet do australii
  • bilet do australii ile kosztuje
  • podroz do australii
  • ile kosztuje lot do australii
  • ile kosztuje wiza do Australii
  • ile kosztuje bilet lotniczy do australii
  • ile kosztuje wycieczka do australii
  • wyjazd do australii
  • australia podróż
  • ile kosztuje wyjazd do australii
Tagi , , ,

Komentarze na temat “Ile (do cholery) kosztuje podróż do Australii? .. i czy naprawdę warto się tak spinać?: 52

  1. Just with Rut pisze:

    Miszcz 1wszeglo planu z tego kangura ;))

    buziaki
    xo xo xo xo

  2. paranoJa pisze:

    jaki cudak. <3
    trafiłam na Twojego (Waszego? :)) bloga wczoraj, zupełnie z przypadku i w jeden wieczór wchłonęłam go w całości, genialnie, już się mnie nie pozbędziecie!

    • Wero pisze:

      Na to właśnie liczymy !! :) Wpadaj jak najczęściej, a my postaramy się, żeby było jak najciekawiej ! :)) Miło nam bardzo ! :)

      • Magda pisze:

        Mega! Mega! Mega blog! Od 3 godzin zamiast pracowac- siedze i czytam :) Moi znajomi sa teraz w Sydney i mam nadzieje, ze uda mi sie do nich wybrac w kwietniu. Myslicie, ze miesiac jest ok? :)
        Pozdrawiam,

        Magda

  3. Ania pisze:

    hehe, nie wiedziałam, że kangury są takie fotogeniczne :)

  4. O ja ale słodziak ! To jakiś rezerwat czy coś, czy one tak ‚luzem’ skaczą? Czuję, że wsiąknę na dłużej bo uwielbiam podróżować ;)

    • Wero pisze:

      Luzem, gdzie tylko mają na to ochotę ;) Najwiecej zdecydowanie mozna ich spotkać w Victorii, czyli w stanie, w którym leży Melbourne ;) bedzie jeszcze o kangurach, bedzie.. ;)

  5. Witam:) Super fota:) Słodziak!!!
    Pozdrawiam ciepło- Anna:)

  6. Ale cudny! Chcemy więcej zdjęć kangurów, zdecydowanie! :)

  7. .Sunshine pisze:

    Z niecierpliwością czekam na jutrzejszy post, a kangur jest świetny, chcę takiego! :)

    I między innymi za twoja namową jestem już na bloglovin :) jeszcze nie do końca ogarniam funkcję, ale myślę, że nie będzie aż tak źle jak myślałam :)

  8. Co ja paczę lol :)
    czekam na więcej kangurów choć na tym zdjęciu naliczyłam 17, chyba, jakoś takoś, tak mi się zdaje, no dobra 17 ale pozostawiam margines błędu więc circa about 15-20 :D
    xoxo

  9. grejfrut pisze:

    Fajnie tu u was, myślę, że po promocji u happyholic znacznie wzrośnie wam ilość obserwatorów, na pewno o jednego (: A właściwie o jedną! Uwielbiam blogi o podróżach, u was na pewno zostanę na dłużej i czekam na jutrzejszego posta.

  10. N. pisze:

    Omatko, omatko, omaaaatkoooooo! Ten kangur ze zdjęcia zupełnie mnie rozwalił, co za psotliwy łobuziak! Tak się na nim skupiłam, że nie zauważyłam, że w tle naprawdę całe niezłe stadko!

    Wspaniały wpis, mnóstwo konkretnych, praktycznych informacji, aż nie ma więcej pytań. Myślę, że dla wielu podróżujących będzie niezastąpiony.

    I jest tak jak mówisz, warto gdzieś ruszyć, przeżyć swoje, być szczęśliwym, nawet jeśli później przychodzi pora na „bidowanie”. Ceny w Szwecji dla podróżujących z Polski i zarabiających w Polsce nie są zbyt przystępne i wyjazdy dają sporo po kieszeni, ale zawsze można oszczędzać np. na jedzeniu (da się wyżyć kilka tygodni na oszczędniejszej diecie, mnie dzięki dość przykrej konieczności oszczędzania udało się wreszcie bardzo dużo schudnąć – spełnienie marzeń).

    Ściskam!

  11. Imre pisze:

    Świetny ten kangur!
    Wasze podróże inspirują! Jestem pewna,że wiele osób czytając tego bloga, myśli sobie, nadszedł czas,żeby gdzieś wyjechać! Sama tak mam, jednak z tego co widzę, na ten moment nie stać mnie na wyjazd do Australii,ale pojadę tam kiedyś ;) bardzo tego chcę,choćby dla samych zwierzaków :)

  12. Ania pisze:

    genialny post! chciałabym kiedyś gdzieś pojechać bez biura podróży :)
    hehe, nie mogę napatrzeć się na tego kangura, jest taki śmieszny :)

  13. Marysia pisze:

    Post świetny, dużo praktycznych informacji i w ogóle fajnie, ale… kangur ze zdjęcia i tak wygrywa :D

  14. początkowo nie poznałam, że na pierwszym zdjęciu to kangur, co za pyszczek! :D

    jak będę planowała taką wieeeelką podróż, to będę wiedziała, kogo zapytać o radę ;)

  15. Berries pisze:

    Super opisałaś, już wiem że nie trzeba być bogaczem aby tam jechać. Twoje rady bardzo się przydały. Już zaczynam planować swoją podróż do Australii za kilka lat bo to moje marzenie :). Faktycznie kangury są przesłodkie! <3

  16. M pisze:

    Spędziłam prawie dwie godziny na Waszym blogu!!! Przeczytałam wszystkie wpisy i obejrzałam zdjęcia z podróży. Jestem w szoku, że tak się wciągnełam – niezły pożeracz czasu :)

    Bardzo jednak jestem ciekawa jak wygląda aktualnie Wasza praca/studia? Przeczytałam artykuł na temat oszczędzania i się z nim zgadzam. Ale wydaje mi się, że ciężko jest w tak młodym wieku (będąc jeszcze na studiach) oszczędzić tak dużą ilość pieniędzy (nie oszukujmy się, koszty wynoszą z pewnością kilka tysięcy złotych), by móc np. na miesiąc zamieszkać w innym mieście.. :) Piszę to oczywiście z czystej ciekawości, nie mam zamiaru nikomu zaglądać do portfela ;)

    Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję na odpowiedź :)

    • Wero pisze:

      Baaardzo się cieszymy !! :) .. i szykuj się na sobotę, bo będą aż dwa wpisy ! :)

      Jeżeli chodzi o pracę i studia, Alek rozpoczął swoją pierwszą pracę jeszcze.. w liceum :) a dokładniej w pierwszych latach, kiedy został instruktorem snowboardu pracując w obydwa dni weekendu. Jest w te klocki naprawdę dobry (;)), dlatego na jednych z zawodów został dostrzeżony i zaproponowano mu bardzo fajną i lekką pracę polegającą na promowaniu Red Bulla wśród ludzi w wieku licealnym. Tak właśnie rozpoczęła się nasza przygoda z Red Bullem. Zaraz po maturze kontynuowaliśmy pracę już na pełny etat godząc ją ze studiami i pracą w Red Bullu, co owszem, nie zawsze było łatwe, ale nie wyobrażaliśmy sobie, żeby mogło być inaczej :) Godząc pracę ze studiami zaczynaliśmy wypełnianie obowiązków od rana, a kończyliśmy naprawdę bardzo późno w nocy. W nagrodę wyjeżdżaliśmy na wakacje do ciepłych krajów, aż któregoś razu złapaliśmy bakcyla i chęci na więcej, dłużej i dalej. Staraliśmy się przeciągać urlopy tak bardzo, jak tylko było to tylko możliwe i często wiązało się to też z pracą podczas wakacji – najczęściej nocami, aby nie tracić nic za dnia :) Podróże nauczyły nas też oszczędności, bo dla nich byliśmy w stanie zrezygnować z wielu całkowicie niepotrzebnych nam rzeczy, na które wydawaliśmy kupę kasy, kiedy zaczęliśmy zarabiać więcej. W naszej pracy dawaliśmy z siebie wszystko i walczyliśmy o wszystkie możliwe premie, napędzaliśmy siebie nawzajem. Kiedy w tamtym roku usiadłam z księgą podróży od siostry i wybrałam kierunek: Australia, wiedzieliśmy, że jeżeli jechać to tylko na dłużej – porzuciliśmy dobrze płatne prace i stworzyliśmy własną firmę, zgodną z naszą wizją i pasją :) Zatem, uważam, że móc to chcieć i liczyć się z tym, że czasami pracujesz dziś, a efekty i żniwa zbierasz w bliżej nieokreślonym czasie – dlatego potrzebujesz dużo cierpliwości i pokory :) Jeżeli robisz „swoje” i naprawdę się starasz, to wierzę, że reszta przyjdzie już sama ;) Nigdy nie wiesz, co przyniesie Ci los, ale nie warto kalkulować wszystkiego na zyski i straty i podejmować tylko te działanie, których zysk widoczny jest dzisiaj. Nie przyjmujemy do wiadomości żadnych wymówek i usprawiedliwień dla siebie (choć nie mamy reżimu i jesteśmy szczęśliwi – wbrew pozorom mamy też dużo czasu na odpoczynek:) i sądzę, że jeżeli ktoś chce złapać byka za rogi, to ciężko będzie znaleźć inną drogę, niż życie bez wymówek ;)

      • M pisze:

        Bardzo dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź :) Wzięłam ją sobie do serca!

        Udanego weekendu :)

      • Basia Szmydt pisze:

        Bardzo bardzo inspirujące historia.
        Nie wydawać kasy na pierdoly.
        Rób co trzeba. Rób to dobrze i nie przeliczania wszystko na zyski czy straty.
        Zacznij tu gdzie jesteś, użyj tego co masz i rób to co możesz.

        Dziękuje za inspiracje.
        Pozdrawiam ciepło:)

        • Verdiansa pisze:

          Normalnie uwielbiam ten blog Super, dużo ioncrmafji na bieżąco i z życia AUSTRALIi wzięte ( Kurcze, szkoda że nie mogę pomf3c, niestety jeszcze mieszkam w Polandii ;-( Trzymajcie się OZi

  17. Beetle Mellow pisze:

    Kangur miszcz :))) moje marzenia to Australia z Nowa Zelandia, ale teraz juz wiem że nic nie stoi na przeszkodzie, musimy troszkę jeszcze przy oszczędzacić i w drogę. Dzięki Twoim poradom mam jakieś wyobrażenie jak to rozegrać finansowo. My w tym roku też skorzystalismy z promocji Emirates i za na prawdę nie wiele polecielismy do Singapuru a stamtąd dalej, warto śledzić strony np. Mleczne podróże albo fly4free gdzie na bieżąco informują o zniżkach i promocjach :) dla chcącego nic trudnego !!!

    • Wero pisze:

      Zdecydowanie warto połączyć Australię z Nową Zelandią ! Kiedy masz już bilet, to wszystko inne stoi przed Tobą otworem :) A jak Ci się podobał Singapur? I gdzie polecieliście dalej? :) Ale jestem ciekawa :)

  18. Gosia pisze:

    Zgadzam się z Tobą, naprawdę ze świecą szukać takich typowo informacyjnych wpisów jak Twój powyższy.
    Przykładowo – wybierasz się do Paryża i znajdujesz w internecie tysiąc porad, że koniecznie musisz zobaczyć wieżę Eiffela (odkrywcze), a trzeba się nieźle namęczyć, żeby się dowiedzieć, ile kosztuje głupi bilet na metro.
    Na blogach/stronach podróżniczych bardzo lubię zdjęcia, relacje z odwiedzonych miejsc. Ale gdy już sama gdzieś jadę, bardziej niż lista zabytków potrzebna mi wiedza o tym, w jakiej dzielnicy najlepiej się zatrzymać, ile kosztuje wynajęcie samochodu, benzyna, komunikacja miejska, woda, jedzenie itp. Zwłaszcza, jesli jedzie się gdzieś na dłużej.
    Zawsze mnie dziwiło, że tak mało jest w internecie stron z tego typu informacjami, przecież to jest chyba kwestia podstawowa?
    Dlatego też z dużą ciekawością przeczytałam Twój wpis (i zainteresowało mnie w nim nie tylko zdjęcie kangura;)) :)

    • Wero pisze:

      .. i widzisz, jeszcze przypomniałaś mi o benzynie ! muszę dopisać :) dzięki wielkie za super komentarz – a czy teraz szukając info o Nowym Jorku, znaleźliście takie? Jeśli nie, to może warto stworzyć taki „informator” tu? :)

  19. No nie no, pierwsze zdjęcie mnie rozwaliło na łopatki:)
    Fajny i konkretny post:) Co prawda do naszego wyjazdu jeszcze ze dwa lata, ale rzeczywiscie o wielu rzeczach trzeba bedzie pamietac, o ktorych ja bym zapewne nie pomyslala-typu prawo jazdy- na szczęscie moj mądry mąż zawsze pamiea o takich „dziwnych” tematach;)
    Po Paryżu ceny prawie nigdzie mi nie straszne:D Co ciekawe, rozmawiam z wieloma osobami z Australii i połowa mówi „Ojej, jak cudownie, jakie wszystko tanie w tym Paryżu” a połowa dokłądnie na odwrót, mhm, się okaże jak to jest w praktyce, ale pewnie gdzieś po środku:)

  20. Zakochana_w_Australii pisze:

    Jeju <3 ja właśnie czegoś takiego szukałam. Australia to tak piękny i bogaty kraj w zróżnicowaną florę i faunę. Zgadzam się z wieloma osobami, że takich wpisów powinno być wiele więcej. Moja podróż do Australii to za parę ładnych lat, ale dzięki temu wpisowi mam jakieś rozeznanie i wiem jakich mniej więcej kosztów mogę się spodziewać. Wielkie podziękowania dla autora tego wpisu. A zdjęcie genialne <3 Taki słodziak chciał dać buziaka ;)

  21. Sylwia pisze:

    Super! Na prawdę świetny tekst! Odpowiedział praktycznie na wszystko co chciałam wiedzieć! WIELKIE DZIĘKI! :)
    Mam plany co do wyjazdu do Australii na stałe. Mogłaby odpowiedzieć mi pani na to, czy warto jechać na stałe? :) Bardzo chcę i myślę, że i tak wyjadę, ale chciałabym znać opinie innych :)
    Pozdrawiam serdecznie!!! xxxxxxxxxxxxx

  22. kazgovan pisze:

    witam , czy na 14 dni starczy 1000 funtow angielskich

    • Wero pisze:

      Wszystko zależy od tego, czy w tą kwotę wliczone są bilety lotnicze, czy na nie przewidujesz osobny budżet. Także, czy 1000 funtów ma dotyczyć tylko jeden osoby i ile miejsc chcesz zobaczyć w tym czasie (bilety lotnicze krajowe też nie należą do najtańszych). Jaki nocleg planujesz? Na jakich warunkach Ci zależy? Napisz więcej, to chętnie podpowiem ;)

  23. kazgovan pisze:

    Dzieki za zainteresowanie , wlasciwie to tylko te 1000 funtow na wydatki, jedzenie i jakies przyjemnosci dla
    dwojga osob .
    nie wiem jak jest w Australii ale w Uk to dosc duza kwota. To jakies 2000 dolarow Aus .
    Na wypozyczenie auta kwota jest osobna na bilety rowniez.
    Wszystkie kwoty zwiazana z biletami , noclegiem i itp zalatwiam u siebie w Glasgow.

    • Wero pisze:

      Hmm.. policzmy :) My wydawaliśmy dziennie na jedzenie ok. 60 dolarów za 2 osoby, ale nie szaleliśmy pod tym względem. Posiłki jedliśmy zwykle w domu, a w mieście jeżeli już to hamburgery w Nando’s lub dosłownie wszystko w Max Brenner (musicie spróbować !!!:)). Hamburger to kwestia 10-15 AUD, a słodkości w Maxie to podobny wydatek. Danie główne w restauracji to ok. 30 AUD/os bez napojów. Woda 0,7 l w sklepach w mieście kosztuje ok. 3 AUD, a w większych hipermarketach ok. 2 AUD. Zatem, jeżeli nawet będziecie wydawać 70 AUD dziennie to w 14 dni nie powinniście przekroczyć 1000 AUD w 14 dni :) Pozostaje Wam więc jeszcze drugie tyle na przyjemności ;) Aha ! Jeszcze transport ! Jeżeli będziecie pozostawać tylko w miastach to odradzam samochód i polecam komunikację miejską lub ciut droższy nocleg bliżej centrum. Jeden przejazd za osobę to koszt ok. 3 AUD. Koszt paliwa to ok. 2 AUD za litr. Parkując w mieście musicie dodatkowo doliczyć do tego parking, ale niestety nie wiem, jaka jest jego cena :( Podejrzewam, że ok. 20 AUD za kilka godzin.

      Nurkowanie to koszt ok. 200-250 AUD za 2 osoby. Wizyty w Parkach Narodowych są bezpłatne. Sydney Eye Tower połączony ze Skywalkiem (wkrótce na blogu) i zdjęciami to ok. 150 AUD. 1,5 godzinna lekcja surfingu to ok. 50 AUD. Hmm.. co jeszcze? ;) Jak myśleliście o jakichś konkretnych atrakcjach, to śmiało mówcie, a może akurat będę znała ich cenę ;)

  24. kazgovan pisze:

    Interesuje mnie wedkowanie , zawsze chcialem powedkowac w australii ,moze wiesz jakie sa oplaty.
    Rowniez jaki jest kosz wynajecia lodzi na kilka godzin .

    • Wero pisze:

      Niestety nie wiem :( Wydaje mi się, że wędkowanie może kosztować ok. 300 AUD za osobę. Wynajem łodzi to pewnie w ogóle super droga impreza :>

  25. marcin pisze:

    Mam 16 lat, w wieku 19 lat chce wyjechac do australii i zaczac nowe życie. Chce juz teraz zbierac na ten wyjazd.
    Dla niektòrych może wydawać się to głupie, lecz nie dlamnie :P

  26. Paweł 96 pisze:

    A jak z kosztami w Brisbane czy Gold Coast?

    • Wero pisze:

      Hmm.. po pierwsze, nie mogę zaznaczyć, że są fajniejsze miejsca w Australii niż Brisbane i Gold Coast, gdzie możesz zobaczyć Australię odróżniającą się od innych miejsc na świecie :) Te dwa są bardzo zbliżone do małego wydania Stanów ;))

      Ale ok, o kosztach. Zacznę od mieszkania, bo to jest zdecydowanie największy wydatek. W Brisbane zdecydowanie polecam Ci zarezerwować coś wcześniej i dodatkowo zorientować się, czy 2-3 dni wcześniej lub później nie robią różnicy. Noclegi w całej Australii wychodziły nam tak gładko, że od samego początku zbytnio się nimi nie przejmowaliśmy. Modyfikowaliśmy plan na bieżąco i wtedy decydowaliśmy, co zrobimy z noclegiem. Taki system nie sprawdził się jednak w Brisbane i nie dość, że pierwsze dwie noce były znacznie droższe od wszystkich dotychczasowych, to kiedy chcieliśmy przedłużyć pobyt (nie udało nam się znaleźć wcześniejszych biletów do Nowej Zelandii), zostaliśmy z niczym. Przeszliśmy na piechotę jakieś 20 km w poszukiwaniu noclegu i nawet bardzo słabe opcje potrafiły kosztować ok. 200 AUD. Finalnie, ogromnym fartem znaleźliśmy fajny i znacznie tańszy hotel (btw, polecamy :) Midtown Apartments :)). Skok cen i brak miejsc były związane z kilkoma dniami tygodnia, więc taki układ powtarzany jest co tydzień, bez względu na większe wydarzenia. Noclegi w weekendy są znacznie tańsze, niż w tygodniu.

      Z mieszkaniem w Gold Coast nie mieliśmy żadnego problemu, bo od razu wstrzeliliśmy się w promocję sieci apartamentów Meriton i finalnie płaciliśmy ok. 100 AUD za noc (bardzo dobra cena, a komfort.. mm :)). Wszędzie poza Brisbane i Gold Coast wynajmowaliśmy mieszkania. W Brisbane wybór był mały i zbyt późno się do tego zabraliśmy. W Gold Coast w ogóle nie było nic ciekawego, bo mocno średnie mieszkania były znacznie droższe, niż opcja, którą udało nam się upolować. Tam, chyba jednak bardziej opłacają się hotele. W ogóle nie wiem, jak jest z hostelami, bo kompletnie nie rzuciły mi się w oczy. Gold Coast jest małe.

      Koszty związane z jedzeniem są mniej więcej takie, jak opisałam w poście. Jest jedno super fajne miejsce miejsce z hamburgerami i nazywa się Beastie Burgers. Duży hamburger kosztuje ok. 8-10 AUD.

      Nie musisz wypożyczać samochodu, bo obydwa miejsca są tak małe, że możesz spokojnie wszędzie chodzić na piechotę. Pociąg z Gold Coast to Brisbane to chyba ok. 100 AUD, jeśli dobrze pamiętam. Czas przejazdu to ok. 1h.

      W Coast Gold są 3 albo 4 parki tematyczne (aqua park, movie world ..). Cenniki są dostępne w necie, gdybyś miał problem ze znalezieniem, to śmiało mów ;) Nic nie polecamy, bo się na nie nie zdecydowaliśmy ;)

      Hmm.. co jeszcze? :) Pisz śmiało, jeśli masz pytania, bo nie wiem, czy udało mi się odpowiedzieć na to pierwsze tak, jak na to liczyłeś ;)

  27. Roman pisze:

    Witam
    Właśnie wróciłem z Australii. Ktoś wyżej pytał o koszt wędkowania. W Darwin cały dzień na łodzi kosztował 275 dolarów. Niezależnie czy płynęło się na oceaniczną zatokę czy na połów w rzece. To nie mało, ale nie codziennie masz możliwość złapać metrową barramundi. Wynajem terenówki ok 90 dolarów, niestety z limitem kilometrów. Ceny jedzenia wyższe niż np w Sydney czy Cairns ( to ostatnie miasto szczególnie przypadło mi do gustu). Nocleg ok 80-100 dolarów za pokój 2 osobowy w miarę przyzwoitym hotelu, blisko centrum. Aktualnie dolar po 2,75 zł więc nieco taniej niż jeszcze pół roku temu.
    Jeśli ktoś chce być tam dłużej to camper albo apartamenty z kuchnią, jeśli 2-3 tygodnie to proponuje jednak głównie restauracje bo szkoda czasu na gotowanie.
    Jak trafnie pisaliście -tanio nie jest ale ja zaraz po spłacie karty kredytowej ;-0 zaczynam odkładać na kolejne wakacje na końcu świata, tam jest jeszcze tyle do zobaczenia…
    Ważne info którego chyba nie było w blogu a nie każdy to wie : do wynajęcia auta potrzebna wypukła karta kredytowa z jakimś rozsądnym limitem (zabezpieczenie dla wypożyczalni) Im droższe auto tym limit na karcie musi być większy- rozsądny to 2 tys dolarów przy wynajmie osobówek i 4 tys dolarów przy wynajmie porządnego campera. Polskie płaskie karty debetowe często nie działały nawet w sklepach czy restauracjach więc trzeba się z tym liczyć . Generalnie opłacało się płacić kartą,przelicznik ok i nie trzeba wozić gotówki.
    Pozdrawiam autorów- Wasze informacje były niezwykle przydatne.

  28. Zel pisze:

    A potraficie podsumować tak mniej więcej w jednej tabelce, ile czasu tam spędziliście i ile łącznie wydaliście w kilku kategoriach (np. jedzenie, spanie, bilety lotnicze, reszta transportu, atrakcje)? :)

    • Wero pisze:

      W Australii spędziliśmy ok. 2 miesiące: 1 tydzień krążąc po Victorii, 2 tygodnie w Melbourne, 1 tydzień w Queensland, 1 tydzień w Sydney i 1 tydzień w Brisbane i Gold Coast. Unikam podliczania opłat, żeby nikogo nie przerazić [;)] – stąd właśnie pomysł, aby podać opłaty, które każdy jest w stanie sobie podsumować według swoich własnych potrzeb. Do tych podanych orientacyjnie w poście mogę dorzucić jeszcze bliżej nieokreślone wydatki tj. transport miejski [bardzo sporadycznie], bilety wstępu, nurkowanie, Sydney Eye Tower, Rezerwat dla Koali itd., na które wydawaliśmy łącznie ok. 1400 AUD – z takimi opłatami nie przesadzaliśmy i staraliśmy się ich unikać. Sumy wszystkich innych będą zdecydowanie zależały od długości pobytu i ilości „transferów” ;)) Pomogłam choć trochę? :) Czy Ty też wybierasz się do Australii? :)

      • Jacek pisze:

        Wero, trzeba dodać, że woda po 3aud za 1.5 litra jest tylko w restauracjach (i np. w Yularze koło Uluru, ale to środek pustyni) W supermarketach ceny są w okolicy 1 aud. Piwo za 18 zł czyli 6 aud – tak ale znowu tylko w barze czy restauracji. Ceny w supermarketach sporo niższe. W ogóle jedzenie „na mieście” jest tam bardzo drogie w porównaniu do gotowania samemu – różnica jest o wiele większa niż w krajach europejskich.

        Roman – polskie płaskie karty debetowe (Visa i Mastercard) działały mi wszędzie, nawet na największych zadupiach. Ale mimo wszystko trzeba mieć kredytową tak „awaryjnie”.

        Moim zdaniem opisujecie tutaj dość drogi sposób zwiedzania Australii i jeżeli ktoś nie ma oporów przed spaniem w camperze to da się w 2 miesiące zobaczyć więcej i DUŻO taniej.

        No i trzeba pamiętać że w Aus najpiękniej jest tam, gdzie pociąg ani samolot nie dociera:)

  29. Roman pisze:

    Trudno określić w tabeli , na co ile potrzeba kasy bo jeden straci fortunę w restauracjach a inny na wynajem hotelu bo lubi spać w luksusie. Myślę ,że na każdy tydzień pobytu trzeba liczyć skromnie 600-700 $ – hotel, jedzenie, wynajem auta, paliwo, wejściówki itd . Tanio nie jest ale pamiętajmy ,że poziom zarobków znacząco odbiega od tego co znamy nad Wisłą… Do tego doliczyć należy bilety lotnicze do Australii plus loty krajowe (te nie są jakoś kosmicznie drogie) . Reasumując mnie prawie miesięczna przygoda z kangurami kosztowała ok 30 tys zł za dwie osoby -niemało ale to najlepiej wydane pieniądze w moim życiu.

  30. jo pisze:

    witam, czy mozna dostac namiary na airbnb w Cairns?
    dziekuje!!!

    • Wero pisze:

      Jedyne, co musisz zrobić to wejść na stronkę airbnb.com i jako miejsce pobytu podać Cairns – wtedy wyświetlą się wszystkie propozycje :)

  31. Katia pisze:

    Bardzo przydatne i konkretne informacje ! Poza tym super się czyta bloga.
    Zawsze marzyłam o podróży ,takiej wielkiej i cudownie przepełnionej przygodami. Przyjaciel jest w Sydney i udało mi się zaplanować odwiedziny u niego na przełomie stycznia/lutego . Mam pytanie czy mogłabym się zwrócić o pomoc. Mam kilka pytań ,czy mailowo mogłabym się z nimi zwrócić do doświadczonych podróżników ? Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

  • Facebook